Mistycyzm Popkulturowy
@mistypopk
he/him PL/ENG
76. Batman: Arkham Asylum - kurczę, gra jest fantastycznie wyreżyserowana i rozgrywkowo naprawdę dobra (choć nie bez potknięć), jak najbardziej zasługuje na swoją reputację, ale jej popularność zainicjowała proces, który doprowadził do fali "kinematograficznych konsolowych ekskluzywów", więc...
75. Half-Life: Blue Shift - gra pierwotnie miała być bonusową kampanią dreamcastowej wersji Half-Life'a, ale nie pykło i skończyła jako samodzielny projekt. Co bardzo wiele tłumaczy w kwestii jej długości i ogólnej mizerii rozgrywkowej. Popłuczyny straszne, mój pupil Barney zasługiwał na więcej.
74. Alpha Protocol - no i tak się, proszę państwa, kreuje iluzję mnogości ścieżek i swobody wyboru w kwestii decyzji fabularnych. Rozgrywkowo też chyba najlepsza obsidianowa rzecz, z jaką miałem do czynienia. W ogóle gdyby praw do marki nie miała - jak zakładam - SEGA, domagałbym się sequela.
73. Lumina Veil - darmowa wariacja na temat Silent Hill 3/SIGNALIS ze współczesnym spinem, który równocześnie robi tu za gimmick. Gimmick bardzo ciekawy, ale jego potencjał nie został w pełni wykorzystany. A cała reszta to niezły, generalnie dobrze wyreżyserowany survival horror.
72. Brush Burial: Gutter World - do wideoeseju. Krótki, angażujący, rozgrywkowo wyrazisty, przemyślany pod względem architektury poziomów, dopracowany technicznie, interesujący audiowizualnie i ujmujący narracyjnie symulator bagiennej diablicy mordującej ludzi i furrasów swoimi seksownymi udami.
71. Pigface - do wideoeseju. Moja opinia o tej grze pozostaje bardzo wysoka, w swojej klasie i kategorii wagowej chyba tylko Cruelty Squad cenię sobie wyżej. A Pigface nadal może jeszcze nadrobić, zważywszy na fakt, że gra po pas zanurzona jest we Wczesnym Dostępie.
70. Postal² - swój kultowy status gra zawdzięcza raczej ambicji niż wykonaniu. Idea kompaktowego otwartego świata z immersyjnymi regułami jest tu wyrażona na tyle dobrze, by pobudzała wyobraźnię. Ale, niestety, niewiele więcej. To niedopracowany, nudnawy i nonsensownie wulgarny produkt swojej epoki.
69. Half-Life: Opposing Force - sklejka ciekawych pomysłów na rozruszanie formuły z podstawki, które to pomysły zostały dość... dyskusyjnie... zaimplementowane. Poza tym gra ma kompletnie przedziwaczne tempo, z brakiem poprawnej eskalacji wydarzeń. Tym niemniej, to nadal jest całkiem poprawna gra.
68. HYPERFIST - bardzo obiecujący prototyp first-person brawlera w stylu wizualnym inspirowanym Jet Set Radio, który twórcy wrzucili na Steama jako darmową, półgodzinną i mocno niedoszlifowaną grę. Trochę boli mnie tak zmarnowany potencjał, ale może powstanie jakaś rozbudowana i dopracowana wersja.
67. Halo 3: ODST - krótkie, nudne, niewnoszące do serii absolutnie niczego interesującego poza początkowo całkiem interesującą strukturą narracyjną przerzucającą nas przez odnajdywane na ruinach przedmioty, Rękopis znaleziony w Saragossie-style.
66. Dungeons of Hinterberg - zadowalająca w najlepszym tego słowa znaczeniu. Przyjemny, odprężająca przygodówka z homeopatycznym otwartym światem i relatywnie bezstresową kombinacją walki, zagadek i rozwojem postaci w ramach systemu zgapionego z Persony. Pod koniec trochę się dłuży. Ale to drobiazg.
65. Unreal Gold - ponadprzeciętnie dobry boomer shooter z samej końcówki Złotej Ery tego podgatunku. Zgrzytają przekomplikowane mapy, nieco rozwleczony czwarty akt i fakt, że żadna ze spluw nie jest jakoś specjalnie przyjemna w działaniu, ale ogółem jest to naprawdę solidna rzecz.
64. Pokemon Emerald - ech, mieszane uczucia. Z jednej strony pewien krok wstecz w stosunku do ambitnej i eksperymentalnej Gen II, z mniejszą mapą i uciętymi mechanikami. Z drugiej, te nowe są na ogół znakomite a mapa jest wbrew memom o wodzie bardzo zróżnicowana. Z trzeciej fabuła to zżynka z Gen I.
63. Half-Life 2: Episode One - oczywiście kawał jakościowej zabawy, ale już na tym etapie widać zmęczenie materiału. Brak nowych assetów, broni i właściwie czegokolwiek w połączeniu z problemami z zachowaniem tempa i stawek czyni to przyjemnym eksperymentem - ale niewiele poza tym.
62. Children of the Sun - nowatorska, oryginalna, fantastycznie wyrażona pod względem audiowizualnym, cały czas utrzymuje uwagę gracza dorzucając do formuły nowe zmienne i kończy się tuż przed tym jak ta formuła ulega wyczerpaniu. Świetna rzecz.
61. Hypogea - ujmująca, świetnie zaprojektowana etiuda o robotach wałęsających się po megastrukturze z tłem fabularnym rodem z Animatrixa. Nie jest to coś specjalnego i żadna z mechanik rozgrywkowych nie jest szczególnie oryginalna, ale jak na trzygodzinnego króciszona jest to przyzwoity tytuł.
60. Silent Hill 3 - solidny survival horror. Odnoszę wrażenie, że dwójka poczyniła całej serii niedźwiedzią przysługę, przyćmiewając pozostałe odsłony serii, która esencjalnie jest fajnym, śmieciowym horrorem klasy B o kultystach i nawiedzonych miasteczkach bez jakichś przesadnie wielkich ambicji.
Nowa letnia wyprzedaż na Steamie. A zatem - garść polecajek ode mnie. Tradycyjnie skupię się na mniej znanych, starszych i niszowych tytułach. Tym razem nie narzucam sobie żadnego limitu cenowego. Jedziemy.
59. Horripilant - to chyba pierwszy raz, gdy grałem w incremental klikacza i o ile Horripilant ma dość sporo fajnych, interesujących pomysłów na urozmaicenie gameplay'u, to w samej pętli rozgrywkowej właściwej temu gatunkowi jest coś ogłupiająco nużącego, co nie pozwala mi się nim cieszyć.
58. Syndicate (2012) - marna fabuła, poplątana krzywa poziomu trudności i mimo solidnej oprawy wizualnej gra wygląda tanio... ale i tak pod tym wszystkim kryje się sensowna pętla rozgrywkowa oparta na dynamicznym hackowaniu w trakcie walki. Gdyby tylko nie ten cholerny bloom i ten finałowy boss...
57. Transmissions: Element 120 - zabawne, na jak wiele sposobów da się urozmaicić pętlę rozgrywkową Half-Life 2 po prostu lekko reorganizując kompozycję mechanik i dorzucając kilka drobnostek. Znakomity mod, i to mimo lekko irytującej końcówki. Szkoda, że taki krótki.
56. Zeno Clash 2 - wprowadzenie elementów otwartego świata bardziej zaszkodziło tej grze niż jej pomogło, bo w połączeniu z wadliwie działającym systemem oznaczeń questów potrafi wprowadzić sporo zamieszania. Poza tym to właściwie druga połowa pierwszej gry - obie stanowią bardzo spójną całość.
55. Shadow of the Tomb Raider - momentami przez tą przesadnie bezpieczną i konwencyjnie zachowawczą grę prześwituje ten sam Eidos-Montréal, który upichcił jensenowe Deus Exy, ale są to momenty zdecydowanie zbyt rzadkie, zdecydowanie zbyt krótkie i nieco spalone nieustannym tutorializowaniem gracza.
Shadow of the Tomb Raider jest cholernie frustrujące. 80% gry to typowa gra próbująca być "cinematic experience" z jechaniem przez rozgrywkę na szynach, ale od czasu do czasu Eidos-Montréal przypomina sobie, że są gośćmi od Deus Exa i wrzucają nas na otwartą mapę z imsimowymi zabawkami...
54. Final Fantasy V - pogrywałem sobie przez cicra cztery miesiące, by sprawdzić, co się stanie, jeśli wymaksuję wszystkie Joby przed starciem z Exdeathem. Spoiler: Nic się nie stało. System Jobów to nadal chyba peak, jeśli chodzi o tę serię, nawet Tacticsy nie robią tego aż tak dobrze.
53. Crow Country - za drugim razem smakuje równie dobrze. Przyjemny, przytulny horror, który bierze tematyczny, hauntologiczny i niedogotowany podtekst Stranger Things i zmienia go w umiejętnie wyrażony, bardzo urokliwy tekst. Jeśli macie wolne pięć, sześć godzin, to jest naprawdę solidna opcja.
52. Metro: Last Light Redux - dziedziczy wszystkie zalety poprzedniej gry, ale nie jestem fanem zbyt przepakowanego stealthu. Nawet na najwyższym poziomie trudności zbyt łatwo jest zdejmować patrolujących mapy przeciwników jednego po drugim po cichu, bez wywołania alarmu. Ale gra i tak jest świetna.
51. Halo 3 - technicznie poprawny, ale jednocześnie wyjątkowo nudny. Mało wymyślna reżyseria misji, fabularnie mielizna (nawet w porównaniu z poprzedniczkami), estetycznie nudna, kompozycyjnie zrzynka z CE niemal 1:1. Istnieje stereotyp, że fani Halo nigdy nie grali w żaden inny FPS. Coś w tym jest.