Wczoraj sobie obejrzałem do zupy nie zdając sobie sprawy, że film jest jakimś masowym fenomenem. Nie minęły 2 miesiące od premiery, a teorii i dyskusji jest więcej niż o Ojcu Chrzestnym. WTF.
Fajny, ale w internecie panuje jakaś yyy.. obsesja na jego punkcie. Też tak przeżyliście ten film? Zastanawialiście się jaka jest relacją między życzeniem, a jego realizacją? Moim zdaniem to po prostu błąd scenarzysty, a o co chodziło to wynika z filmu. #obsession
Nie powiedziałbym, że Rust korzystał ze złych metod. Właśnie raczej jego obsesja szczegółu, że nie mógł rozwiązać zagadki, aż nie pojawił się Marty. Btw 1 nie kumam, czemu Rust mówi, że jest złym człowiekiem Btw 2 ten wątek z zielonymi uszami był strasznie naciągany
Pewnie miałem jeszcze jakieś przemyślenia, ale nie zapisałem i nie pamiętam. Znowu. Czas jest płaskim kołem. W każdym razie True Detective s01 to dla mnie drugie miejsce w serialach po Twin Peaks i the Wire. Trzecie ma Sopranos.
Bogaci ludzie tworzący tajne organizacje pedofilskie. Przecież to zupełnie nierealistyczne.
Co by było, gdyby Colhe'a zagrał aktor, który znany jest z ról ponuraków, np. Liam Neeson? Nikt by tego nie pamiętał. Wiecznie smutny Colin Farrel z kolejnego sezonu jest ok, ale trochę nudny. Szkoda, że McCaunaghey nie ma dużo więcej takich ról.
Rozważania Colha, podobnie jak i wiele elementów tej postaci to cudowna mieszanina autentycznych wątków filozofii umysłu, Nietzschego itp z kompletnymi bzdurami. Wiele wypowiedzi to żywcem wzięte cytaty z książek Thomasa Ligottiego, którego antologię Teatro Grottesco polecam.
Apropos języka kina. Czytałem, że ten myk z akumulatorem samochodowym nie działa w rzeczywistości. Swoją drogą ten wątek to trochę jeszcze echa Guantanamo.
Język kina jest czymś dziwnym. Koleś je sobie jakieś żarcie z mikrofali i ogląda telwizor. Jest to najsmutniejsza scena w całym sezonie. Lol.
To jak dobry był McConaughey jako Rust potwierdza to, że ludzie nie parskają śmiechem jak facet opowiada o sansarze/wiecznym powrocie ilustrując wszystko puszką po piwie.
Najmniej realistyczny wątek w serialu. McConaughey nie będzie wyglądał jak biker choćby w ramach method acting spędził 10 lat w gangu motocyklowym dealując metą.
Rust skosił tę trawę kilka odcinków później, jeśli wiecie o co mi chodzi ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Serial był nakręcony w czasach, w których nagość była czymś wręcz oczekiwanym w serialu - patrz Gra o Tron, który miał w sobie trochę wręcz soft porno. Potem ten trend chyba zanikł, z resztą dobrze.
żeby True Detective to był trochę taka Zabójcza Broń. Harrelson opowiada w jednym z extrasów, że na początku był sfrustrowany, że McConaghey nie zachowuje się śmiesznie, bo był przekonany, że pracuje nad serialem z wątkiem komediowym.
Matthew McConaughey w roli neurotycznego detektywa było dla mnie zaskoczeniem w 2014, bo kojarzyłem go głównie z jakichś komedii w z lat 90 w których grał głównie role złotowłosych przystojniaków, typ boy next door itd. I prawdopodobnie dlatego go wzięli, bo producenci chcieli
W tej całej historii trochę chodzi o to, że to właśnie Marty jest bardziej systematyczny. Rust jest niestabilny i obsesyjny. Typ człowieka, który albo robi coś doskonale albo kompletnie to rozpierdala. IRL podobnie jak w serialu tacy ludzie potrzebują takich Martych.
Marlon Brando mówił dokładnie to samo. Może chodzi o to, że są tak dobrzy, że dla nich wystarczy "założenie kostiumu i zrobienie głosu".
Idę na tłytra zobaczyć, czy rodacy się odpalili w solidarności z prezydentem cierpiącym przez komunizm.
To jest coś rodem z jakiejś cyberpunkowej satyry z lat 90. Jeszcze przed pandemią było pełno postów o nich. Dwa lata temu był dokument na Netfliksie. Ryzykowanie życiem w głupi sposób pozwoliło im na życie o którym nie mogliby marzyć bo pochodzą z jakiejś rosyjskiej wsi gdzie psy dupami szczekają.
Obejrzałem to. Jak ktoś chce obejrzeć dla Erica Andre, to nie warto. W ogóle nie działa w tym filmie. Reżyser nie skumał, że nie chce komika, który jest dziwakiem z przekonania, tylko takiego lekko zawstydzonego, ups nie chciałem typu Zach Galifianakis. Strata czasu, mało śmieszne.